en
pl
wyślij brief
wyślij brief
kontakt

Ratunku panie Macieju!

Zadzwonił do nas właściciel pewnej firmy z prośbą o ratunek. Teraz jest sezon na jego usługi, a serwis prezentujący ofertę spadł nagle na łeb na szyję w najważniejszych wyszukiwarkach na najistotniejsze dla tejże firmy frazy kluczowe. W piątek pojawiał się jeszcze na trzecim / czwartym miejscu, dzisiaj jest na siódmym.

Dlaczego spada? Bo rzeczona firma rozwiązała umowę z dotychczasowym pozycjonerem, który sztucznie podwyższał pozycje serwisu. W momencie rozwiązania umowy powiedział „no to cześć”, zabrał swoje zabawki i już. Jak to zrobił? Wstępna analiza wykazała, że serwis traci pozycje ze względu na gwałtownie zmniejszoną liczbę odnośników zewnętrznych prowadzących do niego. Prawdopodobnie wspomniany pozycjoner jest właścicielem lub zarządza wieloma serwisami WWW o wysokim PR (page rank), na których umieszczał linki do serwisu tej firmy. Budując popularność odnośnika, wykorzystywał wyłącznie własne strony, aby w stosownej chwili móc „odciąć klienta”, jeśli ten nie zgodzi się np. na większe stawki. To się niestety dzieje w tej branży.

Tu rada dla wszystkich, którzy korzystają z usług pozycjonowania – wystrzegajcie się pozycjonerów, którzy nie bazują w świadczeniu swoich usług na optymalizacji witryny, podwyższaniu jej wartości, budowaniu popularności w Sieci w sposób naturalny (np. poprzez dywersyfikowanie serwisów linkujących), którzy proponują pozycjonowanie wyłącznie na zasadzie kupowania linków i nie dbają o długotrwałe, naturalne efekty w postaci wysokiej pozycji strony w wyszukiwarce.
Nie są to działania nielegalne, ale jeśli na to pozwolimy, jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę jednego usługodawcy. Nie zgadzajmy się na to. Korzystajmy z usług takich firm, z którymi możemy rozwiązać umowę i nie jesteśmy za to „karani” spadkiem pozycji serwisu w Google, bo uzyskane efekty są trwałe – naturalne i długofalowe.


Aneta Mitko

Spodobał Ci się artykuł? Udostępnij go: